Karłowicz – kompozytor
Był rok 1876. Swoją światową premierę ma I Symfonia Brahmsa, Czajkowski kreśli ostatnie nuty na partyturze Jeziora Łabędziego, a Grieg świętuje wielki sukces premiery swojej muzyki do sztuki Ibsena Peer Gynt. W tym samym roku co te arcydzieła, dokładnie 11 grudnia, na świat przychodzi Mieczysław Karłowicz. Rodzi się wprawdzie z dala od blichtru wielkich sal koncertowych, bo w niewielkim Wiszniewie, ale nie z dala od muzyki. Karłowicz ma muzykę we krwi. Jest ona obecna w jego życiu od samego początku.

Początki


Dom Karłowiczów jest domem niezwykle muzykalnym. Regularnie odbywają się tu koncerty kameralne, nie brakuje także litewskich i białoruskich pieśni ludowych. Ojciec przyszłego kompozytora jest bowiem nie tylko muzykiem, ale i etnologiem oraz językoznawcą, matka zaś wykształconą śpiewaczką. Nie powinno więc nas dziwić, że już jako siedmiolatek zaczyna na serio uczyć się grać na skrzypcach. Poznaje też wielki świat. Karłowiczowie opuszczają Wiszniewo, by mieszkać w wielkich europejskich metropoliach: Heidelbergu, Pradze czy Dreźnie. W końcu osiadają na stałe w Warszawie, gdzie młody Karłowicz zaczyna uczyć gry na skrzypcach u jednego z największych wirtuozów tamtych czasów – Stanisława Barcewicza. Karłowicz jest perfekcjonistą, introwertykiem. Doprowadza swoją grę do wielkiej technicznej biegłości, ale jak stwierdza jego nauczyciel “nie posiada brawury wirtuozowskiej”. Nie odczuwa bowiem potrzeby brylowania na estradach i porywania publiczności solowymi popisami jak czynił to chociażby Paganini. Przeciwnie, coraz częściej myśli o kompozycji.

Mieczysław Karłowicz
Na zdjęciu: Stanisław Barcewicz – skrzypek i nauczyciel Karłowicza ( źródło: wikipedia.org)

Narodziny kompozytora


Pierwsze kroki na tym polu stawia jeszcze w Warszawie pod okiem znakomitego kompozytora Zygmunta Noskowskiego. Ale ciągle jeszcze się waha. Ostateczną decyzję podejmuje dopiero po bardzo bolesnej porażce w Berlinie, gdzie wyrusza napędzany przez ambicję i ciągłą pogoń za niedoścignioną doskonałością. Nie dostaje się jednak do klasy skrzypiec legendarnego wirtuoza Josepha Joachima, dla którego piszą m.in. Brahms i Dvořák. Nie osiąga więc celu swej podróży. To gorzkie rozczarowanie okazuje się jednak punktem zwrotnym w jego karierze. Karłowicz zapisuje się do klasy kompozycji słynnego w Niemczech profesora Heinricha Urbana. Wielka, na wskroś europejska stolica Niemiec pozwala mu znaleźć upust dla swoich licznych zainteresowań. Uczęszcza na wykłady z historii muzyki, psychologii, filozofii a nawet fizyki.

Z punktu widzenia jego kompozytorskiej kariery być może najważniejszy jest jednak dostęp do światowej klasy orkiestry Filharmonii Berlińskiej. To dzięki niej uczy się orkiestracji, brzmienia wszystkich instrumentów i ich technicznych możliwości. Płaci muzykom, by dawali mu indywidualne lekcje gry na instrumentach, szczególnie dętych blaszanych.

Pierwsze utwory – pierwsze sukcesy


To właśnie Orkiestra Filharmonii Berlińskiej premieruje jego pierwszy utwór – Serenadę na orkiestrę smyczkową op. 2, która wykonana później w Warszawie zbiera pochlebne recenzje prasowe. Ale jego ambicje sięgają dalej. Zapatrzony w wielkich twórców swego czasu, chce aby polska muzyka znalazła swoje miejsce na europejskich scenach, by stała się częścią światowego muzycznego kanonu.

Dziełami, które miały pozwolić mu wypłynąć na szerokie wody był Koncert skrzypcowy A-dur i Symfonia Odrodzenie – jedyna symfonia w jego dorobku. W 1903 roku Karłowicz osobiście poprowadził premierę obu utworów z Orkiestrą Filharmonii Berlińskiej, choć w obszarze dyrygentury nie mógł pochwalić się żadnymi osiągnięciami czy choćby doświadczeniem. Solistą był jego warszawski pedagog Stanisław Barcewicz. Szczególnie Koncert skrzypcowy przypadł publiczności do gustu. Entuzjastycznie domagano się powtórzenia całej drugiej części koncertu. Wieczór był jednocześnie zwieńczeniem kompozytorskich studiów Karłowicza w Berlinie. Dwa lata później, jeszcze większy sukces te same utwory odniosły w Wiedniu.

Mieczysław Karłowicz
Na zdjęciu: dawna sala koncertowa Filharmonii Berlińskiej, w której miały miejsce premiery utworów Karłowicza (źródło: berliner-philharmoniker.de)

Warszawskie niepowodzenia


Powrót do Warszawy i prawykonanie kolejnego utworu – poematu symfonicznego Powracających fale w Filharmonii Warszawskiej nie było równie udane. Krytyka zarzuca mu wtórność, brak indywidualnego języka muzycznego, nadmierną zależność od Wagnera, Czajkowskiego czy Richarda Straussa. Jeden z jego najbardziej osobistych utworów spotyka się z niezrozumieniem. Sam Karłowicz zaś nie szczędzi cierpkich słów Filharmonii Warszawskiej, której poziom jest dla niego zbyt niski, skarży nieprzygotowanie muzyków i brak zainteresowania jego utworami.

W dojrzałość


Być może dlatego właśnie, swój kolejny poemat symfoniczny – Odwieczne pieśni (1906) pokazuje światu w Berlinie z tamtejszą orkiestrą filharmoniczną . Dyryguje znakomity Grzegorz Fitelberg a na sali obecny jest sam Richard Strauss. Karłowicz jest zadowolony z premiery i reakcji publiczności i krytyki. Równie introwertyczne jak Powracające fale, Odwieczne pieśni dotykają tematów uniwersalnych i noszą wyraźne cechy dojrzałego stylu kompozytorskiego młodego kompozytora. Warszawska krytyka ocenia jednak wydarzenie ambiwalentnie, by nie rzec nieprzychylnie. Dla Karłowicza to ostateczny dowód, by nie pokładać więcej nadziei w konserwatywnej stolicy. Zaszywa się w Zakopanem, wśród swoich ukochanych Tatr.

Ale Warszawa w końcu ulega urokowi muzyki Karłowicza. Kolejne utwory, m.in. poematy symfoniczne – ulubiony gatunek Karłowicza – Stanisław i Anna Oświęcimowie (1907) oraz Smutna opowieść (1908) mają swoją premiery w Filharmonii Warszawskiej. Tym razem recenzje i reakcja publiczności są entuzjastyczne. „W dziele Karłowicza jest samodzielność myśli, oryginalność i świeżość tematów, harmonia linii obok bogactwa ornamentyki niepospolitego dzieła” – piszą warszawscy krytycy – „Autor słuchacza i widza swych wizji twórczych trzyma w ciągłym natężeniu uwagi i każe mu wespół z sobą czuć i myśleć”. Podobne reakcje utwory te wzbudzają w Petersburgu i Wiedniu. Kolejny poemat symfoniczny – Smutna opowieść. Preludium do wieczności kompozytor kończy w jeszcze w tym samym roku (1908). Premiera również odbywa się w Warszawie i jest to wielki triumf Karłowicza.

Mieczysław Karłowicz
Na zdjęciu: Filharmonia Warszawska na początku XX wieku (źródło: Filharmonia Narodowa)

Mieczysław Karłowicz
Na zdjęciu: Mieczysław Karłowicz i archiwalne wydanie partytury do Smutnej opowieści (źródło: wikipedia.org)

W 1909 roku pod batutą Grzegorza Fitelberga na scenie Filharmonii Warszawskiej ponownie rozbrzmiewają Odwieczne pieśni, tym razem odnosząc spektakularny sukces. Publiczność wielokrotnie wywołuje Karłowicza na scenę, krytycy wychwalają utwór, który jeszcze nie tak dawno nazywali “wtórnym” i “mało indywidualnym”. Przyjaciele Karłowicza piszą, że jeszcze nigdy nie widzieli go tak szczęśliwym. Koncert powtórzono, tym razem pod batutą samego kompozytora a jego odbiór był równie spektakularny. Na uznanie i docenienie polskiej publiczności czekał bardzo długo, a cieszył się nim krótko. Dwanaście dni po powtórnym wykonaniu Odwiecznych pieśni Karłowicz ginie w lawinie.

Ostatni epizod


Po warszawskich sukcesach wraca do domu, do swojego ukochanego Zakopanego. Pełen energii i muzycznych pomysłów. Jego plan – ukończyć Epizod na maskaradzie – kolejny z swych poematów symfonicznych i przetestować nowy aparat fotograficzny w zimowej scenerii Tatr. Rezygnuje z wycieczki na Czerwone Wierchy ze względu na zagrożenie lawinowe. Na kilka dni przed tragiczną śmiercią, Karłowicz mówi matce, że ukończył już większą część Epizodu. 8 lutego 1909 o 6.00 rano wyrusza na nartach do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Nigdy już nie wróci do domu. Ginie pod lawiną pod Małym Kościelcem. Miał 32 lata.

Mieczysław Karłowicz
Na zdjęciu: Mieczysław Karłowicz na szczycie Szatana w Tatrach (źródło: Szlak znakomitych Zakopiańczyków)

Kalendarium twórczości Mieczysława Karłowicza (najważniejsze dzieła)


do 1896 – Pieśni, m.in. Mów do mnie jeszcze, Na spokojnem, cichem morzu, Śpi w blaskach nocy, Przed nocą wieczną


1897 – Serenada na orkiestrę smyczkową op. 2


1898 – Bianca da Molena (Biała gołąbka) op. 6


1899-1902 – Symfonia „Odrodzenie” op. 7


1902 – Koncert skrzypcowy op. 8 


1904 – Powracające fale op. 9


1906 - Odwieczne pieśni op. 10


1906 – Rapsodia litewska op. 11


1907 – Stanisław i Anna Oświęcimowie op. 12


1908 – Smutna opowieść op. 13


1909 – Epizod na maskaradzie op. 14 – niedokończony


Więcej na temat: Mieczysław Karłowicz